No to tak... Pewnie nikt nie czyta tego bloga, ale jeśli jednak to bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam nowego rozdziału. Nie miałam weny i wgl takie tam. Z góry przepraszam za błędy. Ale wreszcie jest! Rozdział czwarty równie beznadziejny jak reszta... Zapraszam.
"Niezrozumiałe"
[Liliana]
Usłyszałam
pukanie... Nie wiedziała co się dzieje i gdzie się znajduję.
Podniosłam się leniwie do pozycji siedzącej i spojrzałam na
zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Była 4:00 w nocy. Kto mógł
pukać o tej porze? Wolno podniosłam się z łóżka i podeszłam do
drzwi. Otworzyłam je starając się zrobić to jak najciszej,
ponieważ nie chciałam nikogo obudzić. Przede mną ujrzałam
zapłąkaną Darie. Dziewczynka miała opuchnięte oczy, mokre,
świecące policzki, a jej potargane włosy opadły na jej małą
twarzyczkę. Patrzyłam prosto w jej błękitne, zapłakane oczy.
Widziałam w nich strach. Zwykły strach, który był spowodowany
najpewniej okropnym snem. Daria spojrzała na mnie błagalnie, jakby
chciała mnie poprosić o pomoc następnie spuściła głowe.
-Co
się stało Dario? Miałaś zły sen? - zapytałam i przykucnęłam
obok dziewczynki. W moim głosie było słychać troskę. Mimo, że
nie specjalnie lubiłam dzieci to gdy przed oczami widziałam małą
zapłakaną Darię coś we mnie pękło i czułam, że muszę jej
pomóc. Dziewnie było patrzeć na dziewczynkę, która zawsze była
taka promienna i uśmiech nigdy nie znikał z jej twarzy. Po długił
czekaniu nadal nie dostałam odpowiedzi, więc zapytałam jeszcze
raz.
-
Co się stało? Przecież mi możesz powiedzieć. Przyśnił Ci się
zły sen prawda?- nadal nic. Żadnej reakcji. Wiedziałam, że
pytania niczego nie załatwią, dlatego z zamiarem przytulenia jej
przybliżyłam się do niej. To był jednak błąd...
Nagle
dziewczynka gwałtownie podniosła głowe. Przestraszyłam się i
odskoczyłam do tyłu. Chwilę później nie patrzyłam już na małą,
zapłakaną Darię, lecz na przeraźliwego demona... Patrzył na mnie
swoimi białymi ślepiami z, których wolno płynęła krew. Z
sekundy na sekundę istota stojąco przede mną coraz mocniej
krwawiła. Teraz czerwona ciecz wypływała z rękawów, uszu, nosa,
ust, czoła. To był okropny widok. Spojrzałam w dół. Cała
podłoga była w życiodajnej krwi. Normalny człowiek już dawno
umarłby po stracie tylu litrów tej cieczy. Spojrzałam w górę,
chociaż wcale nie miałam ochoty oglądać wykrwawiającej się
Dari. Jednak, gdy na nią popatrzyłam nigdy nie powiedziałabym, że
to coś to ta mała, bezbronna dziewczynka o błękitnych oczach.
Chciałam się ruszyć, ale czułam, że coś trzyma mnie na łóżku
i nie pozwala wykonać rzadnego ruchu. Zza okna usłyszałam
przeraźliwe piski i wrzaski oraz coś co odgłosem przypominało
piłe mechaniczną. Nagle wszystko ucichło. Zaczełam coraz szybciej
oddychać. Moje oczy były rozszerzone do granic możliwości.
Szybkim ruchem odwróciłam się by zobaczyć czy w moim pokoju nadal
przebywa obrzydliwy potwór. Gdy tylko zrobiłam ruch głową w jego
stronę ujrzałam przeraźliwie białe ślepia demona i usłyszałam
ciche "Uciekaj". Głos ten należał do Darii. Nie zdążyłam
zastanowić się nad tym lepiej, gdy nastała ciemność...
Obudziłam
się z krzykiem, cała oblana potem. Poczułam wielką ulgę, że
żyję i, że to był tylko sen. Rozejrzałam się po pokoju.
Wszystko w jak najlepszym porządku. Spojrzałam na zegarek, który
wskazywał godzinę 12:00. Naprawdę długo spałam... Leniwie
wstałam, wzięłam ze sobą ciuchy i skierowałam się w stronę
łazienki by się ogarnąć. Cały dzień przed oczami miałam obraz
krwawiącego demona z białymi ślepiami. Nie mogłam skupić się na
najprostrzych czynnościach, więc postanowiłam pozbyć się tego
strasznego obrazu z mojej głowy, myśląc o przyjemniajszych
rzeczach takich jak moja ukochana, która podejrzanie długo
spóźniała się na umówione spotkanie, co zaczynało mnie powoli
martwić...
Nagle
usłyszałam pukanie do drzwi. Powoli wstałam i ruszyłam w ich
stronę, by je otworzyć. Ciche pukanie zamieniło się w walenie
pięściami. Zaczęłam krzyczeć, że już otwieram. Przekręciłam
kluczyk w drzwiach i to co ujrzałam mnie zamurowało. Przede mną
stała zapłakana Kamila. Chciałam zapytać co się stało, ale
słowa utknęły mi w gardle. Stałam jak ten słóp i patrzyłam w
jej oczy. Pełne łez, zapuchnięte i czerwone od płaczu. Ona nagle
rzuciła się na mnie i przytuliła się. Uścisnęłam ją mocno i
gładziłam po plecach. Co takiego się stało? Poczułam, że Kamila
osuwa się na podłogę. Ledwo trzymała się na nogach. Uklęknęłyśmy
na podłodze nadal przytulone. Poczułam, że moja koszulka robi się
coraz bardziej mokra. Chciałam wstać, ale ukochana mocniej do mnie
przyległa i szepnęła ledwo słyszalnie "proszę nie zostawiaj
mnie". Pocałowałąm ją czule w czoło. Spojrzałam na
dziewczyne. Miała zamknięte oczy, jej oddech był przyspieszony ale
z minuty na minutę coraz bardziej się uspokajał. Z myślą, że
dziewczyna zasnęła uniosłam ją na rękach, położyłam na łóżku
i okryłam szczelnie kocem następnie wróciłam do kuchni i
zaparzyłam sobie kawy. Usiadłam z kubkiem czarnego napoju i
przyglądałam się światu za oknem. Nagle usłyszałam ciche
wołanie. Szybko pobiegłam do sypialni i ujrzałam rozbudzoną i
przerażoną Kamile. Gdy mnie zobaczyła z jej oczu wyleciała jedna
łza, potem kolejna i kolejna. Podeszłąm do niej i mocno
przytuliłam pozwalając, by dziewczyna znowu moczyła moją
koszulkę. Po piętnastu minutach Kamila się uspokoiła i oderwała
się ode mnie patrząc w moje oczy. Nie wiem kto jej to zrobił, ale
zapłaci za to.
-
Co się stało? - zapytałam delikatnym głosem, b y nie wystraszyć
dziewczyny.
-
Kochanie m- musisz na n- niego uwarzać. O-o-on jest wściekły.
P-proszę uwaźaj.- powiedziała drżącym głosem i znowu się we
mnie wtuliła.
-
Kto? Powiedz na kogo mam uważać?
-
Nie mogę powiedzieć. Liliana uwaźaj, on może zabić. Jest
chory!- niemal wykrzyczała ostatnie słowa i wybuchła
niepochamowanym płaczem. Płakała tak z trzydzieści minut i znowu
zasnęła.
Kto
i co jej zrobił!? Na kogo mam uważać? Już nic nie rozumiałam
tyle pytań, a żadnej odpowiedzi. Nie mogłam znieść tylu złych
myśli, więc położyłam się obok ukochanej i usnęłam z
nadzieją, że to wszystko to kolejny koszmar.
[Kamila]
Obudziłam
się z okropnym bólem głowy. Nie wiedziam gdzie jestem i która
jest godzina. Po prostu pustka. Nagle wiadomości z poprzedniego dnia
wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. Szybko podniosłam sie do
pozycji siedzącej i rozejrzałam się po pokoju. Z ulgą
stwierdziłam, że jest to sypialnia Liliany. Nagle drzwi otworzyły
się i do pokoju weszła nie kto inny jak moja ukochana. Posłała mi
niewinny uśmieszek a ja odwzajemniłam gest na co ta jeszcze szerzej
wyszczerzyła swe zęby.
-
Witaj. Jak się spało?- zapytała troskliwym głosem i usiadła
obok mnie po czym delikatnie pocałowała mnie w skroń.
-
Dobrze dziękuję, że się mną zaopiekowałaś. - powiedziałam ze
spuszczoną głową. Głupio mi było, że sprawiłam taki problem
mojej dziewczynie.
-
Co się wczoraj stało? Oczekuję wyjaśnień. Nawet nie wiesz jak
się o Ciebie martwiłam. I powiedz mi na kogo ja mam łaskawie
uważać?
-
Liliana ja przepraszam, ja... ja nie mogę Ci powiedzieć, ale muszę
Cię ostrzec. Najlepiej by dla Ciebie było, żebyś stąd uciekła,
wyjechała...- powiedziałam i spojrzałam na nią przepraszającym
wzrokiem.
-
Najpierw chcę znać dokładny powód tego, że mam wracać do domu.
Przed kim mam uciekać? Powiedz mi... Po prostu mi zaufaj a wszystko
będzie dobrze.- Powiedziała i przytuliła mnie mocno.
-
Nie mogę Ci powiedzieć! Musisz uciekać, bo on cię zabije!-
krzyczałam a w oczach zebrały mi się łzy.- Nic nie będzie już
dobrze, rozumiesz!? Ufam Ci cholernie Ci ufam, ale tego powiedzieć
nie mogę!- z oczu płynęły mi łzy, zerwałam się z łóżka i
wybiegłam z pokoju.
-
Dlaczego ode mnie uciekasz? Nic przecież nie zrobiłam. Zostań!-
krzyknęła za mną, ale na odpowiedź tylko trzasnęłam drzwiami
wejściowymi. Usiadłam zrezygnowana na ławce i po prostu zaczęłąm
płakać. Dlaczego wszystko tak nagle się sypie?
Nagle
poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Z nadzieją, że to Liliana
oczekiwałam, aż coś powie.
-
Nie sądzisz, że lepiej by było to skończyć? Daj sobie z nią
lepiej spokój, bo może to się dla was skończyć bardzo źle, a w
szczególności dla niej.- usłyszałam za plecami gruby, męski
głos. Z trudem powstrzymywałam się od płaczu. Sidziałam tak
jeszcze przez pare sekund, gdy ponownie usłyszałam ten głos.
-
Jutro o 20:00 u mnie w domu, jasne!?- warknął mi prosto do ucha.
Skinęłam lekko głową oznajmując mu, że przyjdę. On zaśmiał
się i odszedł żegnając się ze mną słowami "jesteś
żałosna". Ja nie wytrzymałam i rozpłakałam się na dobre.
Po paru minutach podeszła do mnie jakaś starsza pani, która
pewnie karmi tu gołębie, jak to jest na filmach. Usiadła obok i
troskliwym głosem zapytała się czy wszystko w porządku. Ja tylko
otarłam łzy i pokiwałam głową oznajmując, że jestem już
spokojna. Ona jeszcze przez chwile tak siedziała po czym wstała i
powiedziała, że coś wypadło mi z kiszeni. Zdziwiłam się na te
słowa, bo nie przypominałam sobie, że coś tam chowałam. Podała
mi karteczkę mówiąc, że to właśnie ta rzecz po czym odeszła
życząc mi udanego dnia. Podziękowałam grzeczne i spojrzałam na
pobruczoną kartkę. Z przerażeniem czytałam zawartość
karteczki. Przeczytałam treść chyba z pięć razy, ale nadal nie
mogłam przyjać tego do wiadomości jakiego okrutnego czynu muszę
dokonać. Wstałam szybko i zerwałam się do biegu. Biegłam nie
zważając czy na kogoś wpadam czy nie. Z moich oczu popłynęły
kolejne łzy. Wbiegłam do domu i od razu weszłam pod prysznic.
Chciałam o tym wszystkim zapomnieć, ale po prostu nie mogłam...
[Liliana]
Siedziałam
wpatrując się w ścianę. Co ja mam teraz zrobić? Nie mogę
przecież od tak wyjechać. Nic już nie rozumiałam, wszystko się
waliło. Przecież dopiero co wszystko między nami się układało,
ale teraz każe mi wyjeżdżać. Muszę się z nią pogodzić.
Wyjęłam telefon i napisałam sms'a.
"Spotkajmy
się w parku tam gdzie zawsze jutro o 15:00. Proszę. (Lilana)"
Może
przyjdzie...
;_____________;
Następnego
dnia byłam już gotowa do wyjścia. Założyłam czarne rurki,
czarną bluzkę z trupią czachą, czarne okulary przeciwsłoneczne
i moje glany. W głowie przygotowywałam sobie zdania. Chciałam,
żeby wszystko było tak jak dawniej.
Weszłam
do parku i skierowałam się w strone naszego stałego miejsca
spotkań. Rozpoznałam ją już z daleka. Była dziwnie
zdenerwowana. Podeszłam i przywitałam się. Miałam zamiar się
przytulić albo chociaż podać dłoń, ale ona wystrzeliła jak z
procy i zaczęła z niepowtarzalną szybkościązdania, które
pewnie równie często układała sobie w głowie co i ja. Z każdym
słowem moja twarz wyrażała coraz większe niedowierzenie i
smutek. Dochodziły do mnie już tylko pojedyńcze słowa. "Przykro
mi... to trudne... koniec... musisz uciekać... żegnaj
najdroższa..."