Translate

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 3

Witam wszystkich. Chciałam przeprosić was, że tyle musieliście czekać na ten rozdział i muszę was zmartwić, że na następny poczekacie jeszcze dłużej... Otóż wyjeżdżam na obóz i nie będzie mnie dwa tygodnie. Obiecuję, że jak tylko wrócę to dodam następny rozdział. A teraz zapraszam do czytania. (Nawet długi mi wyszedł ten odcinek :>) Oczywiście mile widziane komentarze :).

                                                                Szantaż...


[Liliana]
Obudził mnie delikatny dotyk na mojej głowie. Powoli otworzyłam zaspane oczy. Ujrzałam przed sobą uśmiechniętą Kamile, która wolnymi ruchami dłoni głaskała moją głowę. Powoli przypominałam sobie wydarzenia z ostatniej nocy. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nie mogłam uwierzyć w moje szczęście jakie dostałam od losu.
-Witaj kochanie.-usłyszałam miękki głos ukochanej.- Twoja rodzina przyszła wczoraj w nocy. Powiedziałam im, że u Ciebie nocuję.
-To dobrze... Dziękuję. A ja oczywiście zasnęłam?- spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem i pacnęłam się w czoło. Dlaczego nie mogłam powstrzymać uczucia senności?
-Nie masz za co, Nie chciałam Cię budzić wyglądasz tak pięknie jak śpisz.- uśmiechnęła się szeroko i pocałowała mnie prosto w usta. Taki gest z samego rana był dla mnie niezwykle miły, pięknie by było gdybym budziła się tak codziennie. Lecz nie było mi to dane, ponieważ i tak kiedyś musimy się rozstać, a ten czas nie ubłaganie się zbliża... Ogarnęło mnie przerażenie. Moje myśli skupiły się na tym jednym istotnym wydarzeniu. Jak będzie wyglądało nasze pożegnanie? Kamila na pożegnanie obdaruje mnie namiętnym pocałunkiem i czerwoną jak krew róże następnie otrze moją pojedynczą łzę i sama uroni jedną od razu ją wycierając... Obie będziemy ubrane na czarno jak na pogrzebie. Ja wsiądę do samochodu i zamknę drzwi. Gest ten nieodnawialnie zamknie ten wspaniały rozdział w życiu każdej z nas i rozpocznie monotonne pisanie do siebie serduszek na portalu społecznościowym...
Z zamyśleń wyrwał mnie cichy pomruk. Odwróciłam się w stronę skąd dochodził dźwięk. Zobaczyłam Kamile, która powoli zbliżała się do mnie na czworakach. Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu następnie przesłałam jej buziaka. Kamila zbliżyła się i usiadła na mnie okrakiem. Wydałam z siebie cichy jęk bólu i podniecenia. Ukochana pochyliła się nade mną i zbliżyła swoją twarz do mojej. Nasze czoła stykały się. Ukochana z cichym pomrukiem zaczęła mnie całować. Oddawałam każdy pocałunek. Znowu poczułam to niesamowite uczucie, które towarzyszy mi przy każdym pocałunku. Po chwili jednak odepchnęłam lekko Kamile i spojrzałam na nią z przerażeniem.
-Chwila co z rodzinką? -zapytałam nie dopuszczając do siebie myśli co by było, gdyby się o nas dowiedzieli...
-Wyszli- odpowiedziała krótko i zaczęła całować moją szyję.
Całowałyśmy się długo. Nie potrzebowałyśmy żadnych słów. Każdy pocałunek był namiętny i delikatny. Nagle poczułam, że ręka ukochanej znalazła się pod moją bluzką. Nie przeszkadzało mi to, chciałam więcej. Ogarnęło mnie pożądanie. Leżałam bez ruchu na środku łóżka, rozłożyłam ręcę i uśmiechnęłam się wyzywająco dając znak Kamili, że jestem do jej dyspozycji. Ona zrozumiała ten gest i zaczęła zdejmować moją bluzkę. Jej ręka zaczęła gładzić mój brzuch i plecy. Czułam się niesamowicie. Ukochana ledwo dotykając przejechała palcami mój bok. Wzdrygnęłam się i jęknęłam cicho przez moje ciało przeszedł potężny dreszcz. To co ze mną robiła podniecało mnie ogromnie. Jej ręka powędrowała na pasek od moich spodni. Powoli odpięła go i rozsunęła rozporek. Powolnym lecz stanowczym ruchem zdjęła moje spodnie. Zostałam w samej bieliźnie. Nie byłam w stanie przewidzieć dalszych kroków ukochanej. Nie byłam już w stanie racjonalnie myśleć. Kamila przejechała językiem po moim brzuchu. Zaczęła na nim składać delikatne pocałunki. Kamila zjechała niżej do mojego podbrzusza. Mocno złapałam jej włosy i pociągnęłam w stronę mojej twarzy. Nie myślałam nad tym co robię. Kamila jęknęła głośno z bólu. Chciałam w pełni żyć chwilą, jednak z cudownego pocałunku wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefon. Ktoś do mnie dzwonił. Nie chciałam przerywać pieszczot, ale cały zapał i podniecenie gdzieś uciekło. Złapałam za telefon i spojrzałam kto dzwonie. Na wyświetlaczu widniało imię "Hanna". Było mi strasznie wstyd, ponieważ w czasie wyjazdu nie zadzwoniłam do niej ani razu i zupełnie o niej zapomniałam. Spojrzałam na Kamile przepraszającym wzrokiem. Ona tylko uśmiechnęła się i delikatnie pocałowała. Przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo? -powiedziałam jakby nigdy nic. Bałam się tej rozmowy. Nie wiem dlaczego, ale miałam złe przeczucia, że przyjaciółka jest po prostu na mnie zła.
-Liliana? Jak dobrze Cię słyszeć! Jak się miewasz? - ulżyło mi gdy usłyszałam jej uradowany głos.
-Dobrze. Nie ma powodu do obaw..A co u ciebie? - cieszyłam się, że wreszcie mogę przeprowadzić jaką kolwiek rozmowę z Hanną. Darzyłam ją ogromnym szacunkiem i zaufaniem.
- U mnie też w porządku. Cieszę się, że Ci się układa kochana.
-Ja również. -zaśmiałam się do telefonu.
-Oh przepraszam Cię, ale obawiam się, że muszę kończyć. Pa.
-Pa. -nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy w słuchawce rozległ się dźwięk zakończonego połączenia. Ciekawe dlaczego tak szybko musiała kończyć. Cały czas trzymałam komórkę przy uchu mimo że rozmowa już dawno się skończyła.
- Wszystko dobrze? Kto dzwonił? - usłyszałam zatroskany głos Kamili. Ocknęłam się szybko z zamyślenia i odłożyłam urządzenie na dawne miejsce.
-Tak tak. To moja przyjaciółka dawno nie rozmawiałyśmy. -uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Czy... czy... ty z nią? -zapytała z wachaniem.
-Nie! No jasne że nie. To tylko przyjaciółka.-zaczęłam się śmiać, gdy zobaczyłam wyraz ulgi na twarzy ukochanej.
-Chodźmy gdzieś! -zarządziłam nagle z błyskiem w oku.- może do parku.- puściłam Kamili oczko, które mówiło wszystko. Obie wiedziałyśmy do którego miejsca chcemy pójść.
†††
(Kamila)
-Dlaczego akurat ja? - powoli otworzyłam oczy. Ukazała mi się zamyślona Liliana patrząca w jakiś odległy punkt. Pachniała truskawkami...
-To pytanie było do mnie? -zapytałam niepewna.. Słońce oślepiało moje oczy. Z trudem patrzyłam w górę na Liliane. Leżałam na trawie, a głowe miałam opartą na jej na kolanach. Lubiłam takie chwile w których para spotyka się w cztery oczy i rozmawia ze sobą szczerze. Każdy pyta o co chce i nie jest ograniczony. W ten sposób dwie osoby zbliżają się do siebie coraz bardziej. Miałam zamiar zadać Lilianie to samo pytanie, lecz moja ukochana mnie ubiegła... Nie miałam pojęcia co odpowiedzieć. Siedziałam i patrzyłam się w niebo. Miało intensywny kolor błękitu, gdzie nie gdzie widziałam białe chmury leniwie pływające po niebieskim niebie. Chciałabym być taką chmurą. Nie miałabym problemów i nie byłabym do niczego zobowiązana.
-Tak do ciebie. Więc dlaczego akurat ja? -z zamyśleń wyrwał mnie zniecierpliwiony głos ukochanej. Skierowała wzrok na mnie i podniosła brwi oznajmując żebym coś powiedziała.
-A dlaczego nie? Jesteś piękna, mądra i każdy zapewne za tobą szaleje.- rzuciłam szybko przereklamowane słowa ale na nic większego nie było mnie stać. Liliana uśmiechnęła się i pocałowała mnie w czubek nosa.
-Dziękuję. Jesteś cudowna. Cieszę się, że Cię poznałam. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.-odparła i pocałowała mnie delikatnie w usta. Leżałyśmy tak długi czas rozmawiając o wszystkim co tylko przyszło do głowy. Czasami nie zgadzałyśmy się z naszymi poglądami. Niestety różnimy się od siebie. Kocham ją więc staram się uszanować to co lubi, mimo że nie zawsze mi się podoba. Często pary mają inne upodobania, ale nie chciałam się z tego powodu kłócić. Po długiej rozmowie nastała chwila kojącej ciszy. Zamknęłam oczy i zaczęłam rozmyślać o Lilianie i o naszym pożegnaniu. Bałam się o nią. Nie chciałam żeby coś złego jej się przytrafiło. Nie wybaczyłabym sobie tego. Nigdy...
-Która godzina? Miałam być w domu o 17:00. - rozbudził mnie głos ukochanej.
Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na zegarek.
- Muszę Cię zmartwić, bo jest 18:00.
- O nie! Ale się zasiedziałyśmy. Przepraszam Cię, ale ja już muszę iść. Pewnie się o mnie niepokoją.
-Rozumiem ja tu jeszcze posiedzę. Jest mi tu dobrze a nie chcę na razie wracać do domu.
-No dobrze. Więc do zobaczenia jutro tak?
-Jasne. Pa kochana. - Podniosłam się razem z Lilianą i złożyłam na jej ustach namiętny pocałunek. Dzisiaj miałam jeszcze dużo do załatwienia...
Gdy Liliana zniknęła z mojego pola widzenia ja skierowałam się w stronę pobliskiej kawiarni. Szłam szybko... Mój oddech przyspieszył. Po krótkim marszu weszłam do kawiarni. Otulił mnie przyjemny zapach kawy. Rozejrzałam się po po pomieszczeniu i zajęłam stolik przy oknie.
-Witaj piękna. -usłyszałam za sobą nieco ochrypły głos.
-Siadaj -odparłam oschle.
-Coś ty taka nerwowa?
-A ty byś nie był w takiej sytuacji? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie..przez chwile zachciało mi się płakać, ale powstrzymałam się wiedząc, że najmniejszy błąd może zniszczyć wszystko co kocham...
-Zamówić ci coś?
-Nie. Lepiej chodźmy już do ciebie.
-Mmm dzisiaj jesteś niecierpliwa. Dobrze, chodźmy. - szepnął mi do ucha i delikatnie ugryzł jego płatek.
Wstałam i obejrzałam się za siebie. Wiedziałam co mnie teraz czeka. Nie chciałam tego, ale nie miałam wyboru.
Gdy weszłam do domu chłopaka, który niszczył moje życie od razu zostałam powalona na łóżko i rozebrana do naga. Chłopak zaczął robić swoje. Czułam się upokorzona. Po policzku spłynęła pojedyńcza łza. Uprawiałam seks z chłopakiem który był chory psychicznie. Bo jedynie tak mogłam wytłumaczyć jego zachowanie. Czułam w sobie jego członka, który poruszał się we mnie szybko i gwałtownie. Robił coraz to szybsze pchnięcia. Po pewnym czasie osiągnęłam szczyt, ale nie czułam nic poza smutkiem i upokorzeniem. Chłopak również doszedł. Wpiął się w moje boki swoimi paznokciami i wydał z siebie głośny jęk. Krzyknęłam z bólu. Na pościeli pojawiła się mała kropla krwi. Na policzkach poczułam gorące łzy upokorzenia. Nie mogłam powstrzymać fali smutku... Ubrałam się bez słowa i gdy już miałam wychodzić chłopak zatrzymał mnie w progu.
-Więc do zobaczenia jutro, tak?
-Taaak...- odparłam mało uradowana.
-Wiesz, że jeśli złamiesz umowę twojej dziewczynce może stać się krzywda, prawda?
Poczułam napływającą fale gorąca. Ogarnęło mnie przerażenie. Nie mogłabym pomyśleć o tym, że Lilianie mogłoby się coś stać... Spojrzałam w górę na chłopaka. On odsłonił kawałek płaszcza wskazując swoim krzywym palcem kawałek czegoś czarnego. Przyjżałam się temu uważnie. To był pistolet...
[Liliana]
Gdy wróciłam do domu od razu zadzwoniłam do Hanny. Musiałam jej wszystko opowiedzieć. Rozmawiałyśmy tak długo, że moją rękę złapał delikatny skurcz, a ucho było wręcz gorące od nagrzanego telefonu. Po zakończeniu połączenia zjadłam coś na szybko i położyłam się do łóżka. Zanim zasnęłam sięgnęłam po telefon leżący na szafce obok mnie i wybrałam numer ukochanej. Niestety nie odbierała, więc postanowiłam napisać jej sms'a życząc dobrej nocy. Byłam ciekawa co właśnie robiła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz